platforma blogowa portalu echo dnia

Kilogram unijnego obywatela

W kultowym „Misiu” za jeden kilogram polskiego obywatela, lżejszego na celnej  wadze przy powrocie z zagranicy, płaciło się 75 lub 60 zł – to w zależności od wykształcenia. Dziś, gdy przekraczanie znakomitej większości europejskich granic odbywa się bez większych „ceregieli”, u progu polskiej prezydencji w Unii Europejskiej, przysłowiowy nóż w plecy wbija nam co czwarty polski kandydat na przyszłego inteligenta.

Właściwie  1 lipca powinnam na swym blogu pisać tylko o priorytetach, które wyznacza Polsce jej, półtorej minuty po północy zainaugurowana przez głowę państwa, unijna prezydencja. O integracji europejskiej, jako źródle wzrostu gospodarczego, bezpiecznej Europie, korzystającej na swej otwartości i wielu innych aspektach kolejnych sześciu miesięcy, zapewne przyjdzie jeszcze pisać  wiele razy.

Mnie 1 lipca zaskoczył… pociąg który jadąc znad morza do grodu Kraka, pod Kielcami odnotował 200 minut opóźnienia i opublikowane dzień wcześniej wyniki matur. Nie chcę bynajmniej dodatkowo pastwić się nad rodzimą koleją i maturzystami. Jaki jest „koń” nie chcą widzieć tylko nieliczni. Oba tematy, tylko z pozoru z sobą nie korespondują. Obawiam się bowiem, że w  wielu fachach, w tym również w kolejarskim, może nam wkrótce zabraknąć fachowców – pasjonatów. A to właśnie za sprawą prawdziwie „owczego pędu” pchającego od kilkunastu lat ku wykształceniu ogólnemu, z wyższymi studiami na horyzoncie. Ten dziwaczny zapał, połączony z zapaścią szkolnictwa zawodowego, generuje maturalne „kwiatki”, typu 25 procent oblanych egzaminów i pytania o ile dziesiątych procenta lepiej było na maturze teraz, czy rok wcześniej… Tymczasem o fachowca dziś coraz trudniej, na razie tego od zlewu i elektryki, ale wkrótce, pewnie i na kolei.

Szczególnie boleśnie wbitą szpileczkę, w całej, doznaniami przypominającej koszulę Dejaniry, świętokrzyskiej maturze (ogólnopolskiej też),  stanowią dla mnie przypadki prac niesamodzielnych. Ciosem jest podejrzewanie o nie również abiturientów ze szkół prywatnych. Jeśli odpowiedzi były dla nich „fabrykowane” przez szkolną komisję, to jest to prawdziwy dramat… Nie piszę tego, by zasłonę miłosierdzia spuścić na szkolnictwo publiczne, ale w naszej świadomości (słusznie, bądź nie) szkoły prywatne pozostają prawdziwą perełką, z najlepszymi wynikami egzaminów zewnętrznych.

Prezydencja jest dla nas wszystkich wielką szansą i takim  samym wyzwaniem. To szansa, która symbolicznie w 20 lat po upadku Układu Warszawskiego i niemal w przededniu pogrzebu naszego unijnego „przewodnika” Jana Kułakowskiego, pozwoli pokazać nasze dokonania po 20 latach od zmiany ustroju. Tym bardziej więc nie możemy dziś równać do tych, którzy powinni się od nas uczyć. Ot choćby w Rosji, wybitny socjolog Borys Dunin ocenił ostatnią krajową maturę jako  „zdany egzamin z korupcji”.  Autorytet ze Wschodu stwierdza, że uczniowie na potęgę ściągali i kombinowali, w czym pomagali im nauczyciele, władze oświatowe i wyspecjalizowane firmy…

U niezapomnianego  Barei obywatel, który schudł w drodze do kraju o 4 kilogramy był przez celnika odpowiednio rozliczany:  „- Słowem przywozicie do kraju 4 kilogramy obywatela mniej. A gdyby tak każdy wracał do kraju ze stratą paru kilo? Byłoby nas mniej coraz – Polaków!  – To co ja mam zrobić? – 60 zł za każdy kilogram. A wykształcenie jakieś macie?. – Wyższe. – A przepraszam, to po 75 zł za kilo”.

1 lipca, za sprawą wiary i determinacji milionów Rodaków staliśmy się centrum Europy, zróbmy więc dla niej i dla siebie samych jak najwięcej, by jak najszybciej, było nas „więcej coraz – standardowo unijnego Polaka”.

Komentarze (1) do “Kilogram unijnego obywatela”

  1. marshal napisał(a):

    senator Banaś(PiS) w pierwszej dziesiątce na liście PO waży tyle, co i jego honor.

Zostaw komentarz

*