Zanim wyschnie “Messi”
Za rok o tej porze będziemy mocno ściskać kciuki za to, by podopieczni Franciszka Smudy pokonali pierwszy próg EURO 2012 i awansowali do czołowej ósemki kontynentu. Taki wynik „rozgrzeszy” nasz futbol z kilku lat przygotowań do pierwszej takiej imprezy w kraju, pomagając zapomnieć o wcześniejszych brakach. Dla nas, czyli wszystkich tych, którym na sercu leży świętokrzyski sport, lokalne „Euro” rozgrywa się właśnie teraz, gdy ważą się losy najpopularniejszych klubów piłkarskich w województwie.
Niektórzy twierdzą, że piłkarskie reprezentacje są niczym wystawy sklepowe, z których czerpiemy przykład i inwencję. Osobiście martwi mnie, że mój nastoletni syn ciągle wymaga ode mnie prania koszulki z nazwiskiem „Messi”, miast bliższego sercom dorosłych kibiców Błaszczykowskiego, czy Smolarka. Mój „Messi” musi więc schnąć w rytmie podwórkowych rozgrywek, których, w miarę wakacji zapewne będzie coraz więcej. Gorzej, że niejako równolegle do tego, odparowuje z nas wiara w moc świętokrzyskiego futbolu. Choć sama nie jestem wielkim fanem sportu to zdaję sobie sprawę jak wielką odgrywa on rolę w życiu dzisiejszych społeczeństw i jak często stanowi alternatywę dla czasu spędzanego pod przysłowiową budką z piwem.
Tym bardziej więc, z wielkim niepokojem patrzę na zaciskanie pasa w kieleckiej Koronie i na całkowity już brak dziurek w pasie ostrowieckiego KSZO. Strach pomyśleć co wydarzy się w ciągu kilku następnych miesięcy, jeśli dziś miastu nie uda się znaleźć inwestora dla grających w najwyższej klasie rozgrywek piłkarzy znad Silnicy. Media już donoszą o odchudzeniu klubowego budżetu o połowę. Oby nie zwiastowało to poważnych kłopotów w nadchodzących rozgrywkach, bo wówczas sensowna sprzedaż „piłkarskich akcji” za rok graniczyć będzie z cudem. A mamy wszak w Kielcach wspaniały stadion, piękne tradycje i szalejących za swoimi futbolistami fanów.
Prawdziwie czarne chmury zbierają się nad ostrowieckim KSZO. Już przedwakacyjne środa może być dla miejscowych piłkarzy (jeśli tacy jeszcze są!) decydująca, bo wtedy zbiera się walne zgromadzenie akcjonariuszy klubu. Zapaść ma decyzja o zgłoszeniu zespołu do rozgrywek II ligi, gdzie ostrowczanie spadli dwa tygodnie temu. Pełniący obowiązki prezesa już zapowiada złożenie dymisji, trener uczynił to jeszcze przed ostatnim ligowym spotkaniem, a większość graczy, którzy do tej pory bronili miejscowych barw, odeszła z klubu. W ten sposób KSZO, który był w ekstraklasie jeszcze przed Koroną, stanął nad krawędzią przepaści, a starsi znawcy piłki nożnej wróżą mu przyszłość pobliskiego Stara Starachowice. By nie siać nadmiernego defetyzmu, dodam krótko, że lektura poniedziałkowych kolumn sportowych uświadomiła mi, że KSZO to jedyny nasz kandydat do II ligi a spadkowicze z III to niemal tylko kluby świętokrzyskie.
Przyszłoroczne EURO może więc toczyć się przy prawdziwej świętokrzyskiej posusze piłkarskiej i obym nie pisała tych słów w złą godzinę. Może więc potrzebna jest bardzo poważna i równie szybka debata nad stanem najpopularniejszego sportu w naszym regionie i drogami wyjścia ze swego rodzaju zapaści. Wiem, że rozmowy to trudne, bo, m.in. o pieniądzach, a sama struktura własnościowa klubów, różna i bardzo skomplikowana, ale chyba rozmawiać trzeba i to niemal natychmiast. Nie chodzi bynajmniej o przedwyborczy rozgłos, bo od (uchowaj Boże) zawiedzionych fanów łatwiej o dostanie po uszach niż o wyborczy głos. Ja w każdym razie taką gotowość do wszelkich rozmów deklaruję.
Jeśli nie znajdziemy drogi wyjścia z dzisiejszego kryzysu, za rok wystawa z polską reprezentacją będzie dla nas niczym szyba, którą możemy co najwyżej polizać a i tak nie dojdziemy jej rzeczywistego smaku. Po prostu nie chce mi się wierzyć, że futbolowa rzeczywistość skarze mnie na kolejne lata prania koszulki z napisem „Messi”…


23 czerwca 2011 (czwartek), godz. 0:56
Witam pani Marzeno,
Messi jest bliski sercu wielu kibicom piłki nożnej i zrozumiała jest adoracja pani syna.
Nie ma w nim zarozumiałości a jego kunszt piłkarski stawia go w szeregu największych legend piłki nożnej.
Szukanie bohaterów sportowych /idoli/ poza naszym krajem jest zrozumiałe w sytuacji gdy nasze piłkarstwo jest w zapaści. Reprezentacja nic specjalnego nie reprezentuje a kluby w konfrontacji międzynarodowej od lat kończą udział w rozgrywkach na fazie eliminacyjnej. Sporadyczne precedensy uświadamiają nam jak bardzo jesteśmy spragnieni sukcesów na tym polu.
Osiąganie sukcesów w tej /każdej/ dyscyplinie wymaga niezwykłego zapału, samozaparcia, mobilizacji i wsparcia rodziny, systematycznej ciężkiej pracy od wczesnych lat dzieciństwa. Sukcesy oparte na takim schemacie zdażają się w Polsce generalnie w sportach indywidualnych – Korzeniowski, Radwańska, Jędrzejczak, etc. Sport drużynowy jakim jest piłka nożna wymaga przynajmniej 11 takich charakterów ociosanych latami mądrego szkolenia w jednym okresie czasu, dlatego trudniej o sukces.
Sukcesy polskiej piłki to lata wysypu grup utalentowanych piłkarzy – Smolarek, Żmuda, Boniek, Młynarczyk, Buncol lub wcześniej Deyna, Szarmach, Lato, Tomaszewski, Kasperczak, Gadocha.
Polskie szkolenie jest mierne z kilku powodów, a najistotniejszym z nich jest jego amatorski charakter. Zawodowstwo piłkarskie wkroczyło w krajach wysoko rozwiniętych oraz krajach kultu piłkarskiego do świata dzieci. Niestety w Ameryce Południowej i Afryce odbywa się to kosztem szkoły. Polski rodzic sobie zwyczajnie tego nie wyobraża uważając, że tylko nauka może dać przyszłość dziecku, choć założenie jest błędne, co potwierdzają tabuny bezrobotnych absolwentów marketingu i ekonomii. Dopóki piłkarz nie będzie traktowany jako zawód /zresztą dobrze płatny/ nie będzie ten obszar się rozwijał.
Europejskie szkółki piłkarskie dbają o równoległą naukę dzieci, finansują ich pobyt, wyżywienie oraz roztaczają opiekę psychologiczną.
Powoli to u nas raczkuje, lecz na efekty trzeba będzie nam poczekać.
W EURO 2012 piłkarsko raczej nic nie zwojujemy /choć w sercu zawsze będzie nadzieja/. Skorzystamy wyłącznie promocyjnie, choć bardzo chciałbym się mylić.
Pozdrawiam
Grzegorz